W 20. rocznicę "jesieni ludów" w mediach obserwujemy prawdziwy festiwal PRL-owskich generałów. Do rozmowy z nimi trzeba się dobrze przygotować. Inaczej to oni osiągną swój cel – przeczytaj raport „Fronda.pl”.

Generałowie zapewne czują, że zostało im coraz mniej czasu i robią co mogą, by ratować pamięć o sobie wśród Polaków. Zwłaszcza, że część obywateli dobrze ocenia ich rolę w historii. - W tej walce o pamięć media dają dostęp do świadomości społecznej. Nic dziwnego, że obaj funkcjonariusze komunistycznego systemu starają się je wykorzystywać - mówi w rozmowie z portalem Fronda.pl, politolog i historyk z UJ, dr hab. Antoni Dudek i dodaje: - Dziennikarz rozmawiający z kimś takim musi być dociekliwy, a nie zawsze tak jest. Jako przykład Dudek podaje ostatnią rozmowę z gen. Jaruzelskim w stacji TVN w programie "Teraz My", kiedy na pytanie o stan wojenny, generał odpowiedział, że "za Piłsudskiego było gorzej" i zaczął rozwodzić się nad czasami sanacyjnymi.

Grzeczna rozmowa z katem

Komentator dziennika "Polska The Times", Piotr Zaremba uważa, że dziennikarzowi rozmawiającemu z kimś pokroju obu generałów powinno towarzyszyć pewne napięcie moralne i świadomość, że rozmawia ze współtwórcami komunizmu w Polsce. - Pojawia się problem, jak w rozmowie wykazywać dezaprobatę dla wizji historii rozmówcy, ale tak, by nie zakończyć całej rozmowy - mówi w rozmowie z nami i wspomina jak w czerwcu, razem z redakcyjnym kolegą Michałem Karnowskim (wtedy obaj pracowali w "Dzienniku") rozmawiali z Jerzym Urbanem. - Miałem mieszane uczucia przed tą rozmową i nawet później rozumiałem krytykę pod naszym adresem, bo wiem, że budzi to opory - przyznaje portalowi Fronda.pl. - Rozmowa ma swoją konwencję, Kiszczak, Jaruzelski, Urban to ludzie wiekowi. Po rozmowie z nimi dziennikarz może mieć poczucie grzecznej rozmowy z "katem".

Kiszczak - przyjaciel Kościoła?

Tymczasem "festiwal generałów" trwa w najlepsze. W wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego” gen. Kiszczak stylizuje się na przyjaciela Kościoła: - Ja od samego początku starałem się otrzymywać przyjazne stosunki z Kościołem. (...) Uważałem walkę z Kościołem za niepotrzebną. W polskich warunkach pokonanie Kościoła było niemożliwe. Była to walka z wiatrakami. Dlatego stosowałem więcej dyplomacji niż otwartej walki i przede wszystkim więcej rozmów. W obszernym wywiadzie dla „Dziennika” (20 listopada 2009) Gen. Kiszczak mówi wprost: - Lata, w których szefowałem MSW, to najjaśniejszy okres w stosunkach państwo - Kościół. Za moich czasów żaden ksiądz nie został aresztowany, zatrzymany lub rewidowany z wyjątkiem ks. Zycha zamieszanego w zabójstwo sierżanta Karosa. Zobaczcie, ilu księży aresztowano w ostatnim 20-leciu.

Niedoszły premier III RP ma też okazję, żeby ponarzekać na to, jak się go obecnie traktuje. I proponuje, żeby jego - szefa bezpieki odpowiedzialnego za wiele ludzkich dramatów i morderstw - traktować jak każdego innego Polaka. - Powinno się ze mną obchodzić inaczej. Zwyczajnie, po ludzku, bez przesady w jedną lub drugą stronę – uważa gen. Kiszczak. Jak twierdzi nie zasłużył na afronty. Dlaczego? - Wystarczy minuta refleksji, aby zdać sobie sprawę, że dzisiejsza Polska jest również moją zasługą. Wybory dzięki mnie odbyły się bez "cudów nad urną". Uszanowaliśmy wynik głosowania. Oddaliśmy władzę w pokojowy sposób. Jestem jednym z twórców Okrągłego Stołu (...).